Wstajesz rano, przeglądasz się sobie przed lustrem i zaczynasz wyliczankę, co powinnaś w sobie zmienić. Wprowadzasz małe poprawki, ale to nie wystarcza. Udajesz się do specjalisty. Przez chwilę odczuwasz spokój i zadowolenie, jednak po kilku tygodniach stwierdzasz, że znowu coś jest nie tak. Decydujesz się na kolejne zabiegi. I kolejne. Kiedy specjalista odmawia, bo nie widzi już konieczności zmian, szukasz innego. I wciąż chcesz coś w sobie poprawiać…

Wydaje Ci się, że czytasz fragment nierealnej historii? A może uważasz, że nie ma nic złego w tym, by dbać o siebie? Nic bardziej mylnego. W dzisiejszych czasach coraz więcej ludzi zaczyna mieć zaburzenia w postrzeganiu własnego wyglądu. Zjawisko to nazywa się dysmorfofobią.

Pewnie zastanawiasz się, skąd temat artykułu – inny niż te, które poruszałam dotychczas. Przede wszystkim z mojej praktyki zawodowej.

W swojej codziennej pracy pomagam klientom dobrać właściwą pielęgnację skóry, wprowadzić zmiany w diecie i stylu życia. Zawsze słucham ich oczekiwań i staram się dociec, co jest dla nich najważniejsze: pytam, z czym przychodzą, co chcieliby zmienić, od czego zacząć. Wiele historii w pewnym momencie dochodzi do punktu: „nie zawsze tak było”. Okazuje się, że kiedyś skóra była „taka normalna”… Zaczyna się opowieść o tym, jak pokazały się na niej oznaki zmęczenia, stała się poszarzała, piegi przestały być urocze, no i te pierwsze okropne zmarszczki… Jednym słowem: ujawniły się wady, czyli kamyk, który poruszył lawinę. Nastąpił czas rozmaitych terapii, nie zawsze dostosowanych do potrzeb skóry, często dobieranych przez klienta, a nie przez specjalistę (!). Samopoczucie jednak się nie poprawiało, stan skóry także… Przeciwnie – dały o sobie znać podrażnienia, suchość, wypryski. Nastała era wdrażania kuracji farmakologicznej, a wraz z nią kolejne rozczarowanie. I kolejne… Na końcu pojawiam się ja, często w mailach nazywana ostatnią deską ratunku. W ankiecie, którą dostaję przed konsultacją, odczytuję już tylko jedno pragnienie: „chcę mieć po prostu zdrową skórę”.

To właśnie zmotywowało mnie do napisania artykułu, który ma Was przede wszystkim ostrzec przed niebezpiecznymi konsekwencjami nadmiernego zwracania uwagi na wygląd zewnętrzny – nie tylko przez Was, lecz także przez Waszych bliskich.

Czym jest dysmorfofobia?

Dysmorfofobia (body dysmorphic disorder– BDD) określana jest inaczej jako lęk przed brzydotą. Nazwa pochodzi od greckiego słowa dysmorfia, czyli brzydota. Według badaczy pojęcie to wprowadził do literatury po raz pierwszy Herodot, który zamieścił w swoim dziele mit o mieszkance Sparty uznawanej za wyjątkowo mało urodziwą. Z kolei w badaniach z zakresu psychiatrii pierwszy raz użył go Morselli w roku 1886.

Specjaliści diagnozują tę chorobę, kiedy u pacjenta rozpoznają nadmierne zaabsorbowanie własnym wyglądem, szczególnie – wyimaginowanym defektem, co uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie. Schorzenie dotyka 0,7–2,3% populacji.

Jakie są przyczyny jej powstawania?

Do końca nie jest znany mechanizm powstawania zaburzenia. Związek z nim mają na pewno niewłaściwe relacje z rodzicami – ich ciągły krytyczny stosunek do dziecka, niska ocena jego wyglądu, wagi czy zachowania. Dziecko traci w ten sposób poczucie własnej wartości i z takim bagażem wchodzi w dorosłe życie. Okres dojrzewania to czas szybkich zmian fizycznych. Nagle pojawiają się trądzik, nadmierne owłosienie, przyrost wagi. Młodzi ludzie robią wszystko, by jak najszybciej zakamuflować te zmiany, poświęcają temu całą swoją uwagę. Nadmierna aktywność w tym kierunku, połączona z odpowiednimi (a raczej nieodpowiednimi) uwarunkowaniami psychologicznymi i biologicznymi skutkują rozwojem choroby już u nastolatków oraz młodych dorosłych. Nie bez znaczenia jest fakt bombardowania nas przez dzisiejsze mass media nieskazitelnymi wizerunkami mniej lub bardziej znanych osób, wykreowanymi bardzo często przez chirurgów plastyków lub udoskonalonymi w programach graficznych.

Jakie są objawy choroby?

Chorzy wykazują ciągłe poczucie smutku i przygnębienia, co może sugerować zaburzenia depresyjne. Z jednej strony mają tendencję do wyolbrzymiania wad w swoim wyglądzie, z drugiej – nienawidzą patrzeć na siebie w lustrze. Najczęściej skupiają swoją uwagę na budowie twarzy, piersi, dłoni, stóp, brzucha. Obsesyjnie myślą o zmianach trądzikowych, nadmiernym rumieniu czy owłosieniu. Zazwyczaj w krótkim czasie po zabiegu chirurgicznym poprawiającym nieakceptowany element przedmiotem ich przesadnego zainteresowania staje się inny obszar ciała. Osoby cierpiące na dysmorfofobię nieustannie próbują znaleźć pomoc u specjalistów z różnych dziedzin: dermatologów, chirurgów plastyków, kosmetologów. Mają tendencję do wymuszania wykonania kolejnych zabiegów, a w przypadku odmowy ze strony specjalisty – szukają pomocy gdzie indziej.

Czy to się leczy?

Tak! Dysmorfofobia jest poważną chorobą, którą należy leczyć. Pamiętajcie: jeśli u swoich bliskich lub u siebie zauważycie niepokojące zmiany w ocenie własnego wyglądu, natychmiast reagujcie. Według badań – około 22% pacjentów chorych na BDD ma skłonności samobójcze. Nie bójcie się kierować swoich bliskich do psychologa czy psychiatry, którzy właściwie zdiagnozują chorobę i wprowadzą odpowiednie leczenie. Często bardzo pomocne podczas terapii okazuje się stosowanie dodatkowo technik relaksacyjnych czy psychoterapii.

Jak nie wpaść w sidła dysmorfofobii?

Pomocne w samodiagnostyce może być postawienie sobie kilku pytań:

  • Czy w jakikolwiek sposób odczuwam niezadowolenie ze swojego wyglądu?
  • Czy to niezadowolenie uniemożliwia mi właściwe funkcjonowanie w społeczeństwie?
  • Czy zaabsorbowanie własnym wyglądem wpływa na moje relacje z bliskimi, przyjaciółmi, rodziną?

Pamiętaj, że każdy problem jest do rozwiązania, te z wyglądem też. Daj sobie na to czas, poszukaj odpowiedniej dla siebie pielęgnacji (o tym w moich kolejnych artykułach). Jednocześnie dbaj o samoakceptacjęi pogodzenie się z tym, że nie istnieją ludzie idealni, każdy z nas ma jakieś niedoskonałości w wyglądzie.

W codziennym życiu warto postawić na właściwą – racjonalną– pielęgnację, zdrową dietę i aktywność fizyczną. Nie bez znaczenia są stosunki międzyludzkie, przyjaźń, miłość, zaufanie. Jeżeli mimo wszystko zauważysz, że dzieje się z Tobą coś niepokojącego, dobrze jest na początku porozmawiać z bliskimi, a gdy to nie przyniesie rezultatów – koniecznie wybierz się do specjalisty. To naprawdę nic złego. Przeciwnie: może uratować Twoje życie.

Bibliografia:

  1. Rabe-Jabłońska, K. Wojtczak, Dysmorfofobia. Kryteria diagnostyczne, etiologia, rozpowszechnienie, obraz kliniczny, przebieg i leczenie, „Psychiatria w Praktyce Ogólnolekarskiej” 2006, nr 1(6), s. 42–49.
  2. Dębska-Ratuszniak, G. Kamińska-Winciorek, R. Śpiewak,Dysmorfofobia w oczach studenta kosmetologii, „Dermatologia Kliniczna” 2012, nr 14(4), s. 171–174.
  3. Urban, J. Rabe-Jabłońska, Urojenia zmiany płci i dysmorfofobia w obrazie klinicznym schizofrenii paranoidalnej – opisy przypadków, „Psychiatria Polska” 2010, t. XLIV, nr 5, s. 723–733.
  4. Pawłowski, Dysmorfofobia, czyli lęk przed brzydotą, „Gazeta Kołobrzeska”, 15 kwietnia 2016, nr 15(1093), s. 14.
  5. https://www.dermatologia-praktyczna.pl/a2043/Dysmorfofobia———uzaleznienie—-od-zabiegow-estetycznych.html [dostęp 28 maja 2018].

 

//

Dodaj Komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <b> <blackquota cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>



13 − one =